The River We Remember, czyli książka, której nie zapomnę
The River We Rememeber nie została jeszcze przetłumaczona na język polski, jednak historia, którą opowiada William Kent Krueger jest zdecydowanie warta przekładu.
Na pierwszy rzut oka książka wydaje się klasycznym kryminałem – martwy człowiek, policjant jako główny bohater, małe miasteczko – można by wręc rzec, że zakrawa to na pewnego rodzjau gatunkowe cliché. W.K.K. serwuje nam jednak opowieść pełną zwrotów akcji, w której historie poszczególnych bohaterów są ważniejsze niż samo mordertwo.
Muszę tutaj docenić niesamowitą sprawność W.K.K., który, opowiadając jednocześnie o dochodzeniu, pozwala swoim bohaterom żyć (w oczywistym znaczeniu: prowadzenia życia). Postaci powieści mają swoje problemy, przeżywają kryzysy i mierzą się z demonami wojny i swojej przeszłości, a nie żyją tylko domniemanym morderswem, co czyni większość mieszkańców małych miasteczek w powieściach kryminalnych. Czy sąsiedzi plotkują? Oczywiście. Czy mają swoje teorie na temat zdarzenia i mordercy? Jak najbardziej. Ale życie wciąż się toczy.
Wszyscy główni bohaterowie są barwni i wielowymiarowi, popełniają błędy, upadają i powstają – słowem: są prawdziwymi ludźmi, a nie tylko tekturowymi postaciami, które należy według schematu umieścić w tego typu historii.
The River We Remember opowiada o czasach niedługo po II wojnie światowej, latach 50. XX wieku. Obok białych Amerykanów w miasteczku Jewel mieszkają też osoby czarnoskóre oraz Natywni Amerykanie, którzy dzielą ze sobą trudną i wyboistą historię, a różnice między nimi tylko się nasilają w miarę napięcia rosnącego w miasteczku. W.K.K. zarysowuje skomplikowany obraz tych relacji oraz widm historii wiszących nad Stanami Zjednoczonymi do tej pory, robi to jednak z subtelnością i wyczuciem, dzięki czemu wszystkie wątki rasowe w jego wykonaniu nabierają prawdziwości.
Książka jest napisana specyficznym językiem (jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała po polsku), niektóre akapity składają się w całości z krótkich zdań, co na początku nie pozwalało mi wejść płynnie w rytm czytania. Z czasem nie byłam jednak w stanie oderwać się od lektury, a ostatnimi czasy rzadko miałam okazję przeczytać książkę, o której mogę powiedzieć to samo. William Kent Krueger wciągnął mnie swoją opowieścią na tyle, że nawet nie zauważyłam, że wątek morderstwa i dochodzenia stał się w którymś momencie dopiero drugoplanowy. Sama książka chodziła za mną od pewnego czasu – muszę przyznać, że oceniłam ją po okładce, gdy zobaczyłam ją na Goodreads – zaintrygował mnie jej tytuł i odkąd skończyłam tę powieść intensywnie zastanawiam się, jak mógłby brzmieć ten tytuł w przekładzie (oczywiście z uwzględnieniem treści historii, która się za nim kryje): Rzeka, którą pamiętamy? Rzeka, którą znamy? (chociaż tutaj kusi mnie, żeby wprowadzić czas przeszły „znaliśmy“) oraz (już bardzo odbiegający od oryginału, ale chyba najlepiej oddający sens i duszę tej powieści) Rzeka z naszych wspomnień.
Wiem, że The River We Remember stanie się głośną powieścią w naszym kraju, jeśli tylko ktoś zdecyduje się ją przetłumaczyć i wydać, a może przede wszystkim odnaleźć wśród stosów średnich, nijakich pozycji, które ostatnio wychodzą tak lawinowo. Ja tymczasem jestem ciekawa innych pozycji autorstwa W.K.K. – czy okażą się równie fascynujące i warte przeczytania, czy The River We Remember to jedyny w swoim rodzaju fenomen, który do tej pory wyszedł spod pióra Williama Kenta Kruegera.
Komentarze
Prześlij komentarz